niedziela, 25 października 2009

jako popielcowa

Nie wiedzieć czemu, ostatni środowy poranek dla wszystkich był dziwnie złowieszczy. Nie ogarniam tych zajęć - stwierdziła mądra laborantka, rozpaczliwie patrząc na skrzętnie zrobione notatki do instrukcji. Nic z tego nie rozumiem! Bez sensu! - co jakiś czas pokrzykiwała. Ja tam nie ogarniam życia - powiedziała piękna laborantka patrząc w lusterko z miną dość zrezygnowaną. I jak ja wyglądam! - dodała szczerze przerażona. Lepiej szukajcie pipety nastawnej, bo są tylko 2 i jest kolejka i ja was nie lubię i też mi nic nie wychodzi dziś, także szybko, szybko robimy! - z właściwą tylko sobie werwą zawzięta laborantka zachęcała koleżanki do pracy ponad ich siły.

Mimo totalnego rozgardiaszu umysłowego i braków w koordynacji, laborantki: piękna, mądra, zawzięta i poczciwa, które wyjątkowo tworzyły grupę razem (także wyjątkową), pierwsze wychodziły z zajęć. Szczerze zdziwione. I ku nieukrywanej irytacji ulubionego laboranta wszystkich laborantek PWr: tak, tak, jakieś cuda się dzieją, że wy już, a ja jeszcze nie. Ale zobaczycie, coś wam na pewno nie wyjdzie. Tak już musi być, że ja zawsze jestem najlepszy! - krzywiąc się z rozgoryczenia stwierdził ulubiony laborant wszystkich laborantek PWr, po raz setny pipetując zadane stężenia białka do krzywej standardowej. No cholera, no! - szpetnie zaklął, gdy spektrofotometr pokazał nie tę wartość, którą był powinien (jakiś debil z tego spektrofotometru!) i krzywa robiła się coraz bardziej krzywa. Może i najlepszy, ale na pewno nie bardziej niż ja, haha! - zaśmiała się złośliwie zawzięta laborantka. Jak się potem okazało, przedwczesna była jej radość.

Sprawdzając w domu stężenia białka w badanej próbce, na podstawie krzywej, tak pięknie wyznaczonej na zajęciach, piękna laborantka załamała się i załamała ręce. O nie! - powiedziała, z niedowierzaniem wpatrując się w monitor - białko wyszło nam ujemne! I tą porażką zakończył się jej dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz