
Dość szybko piękna laborantka z mądrą laborantką dobrały się w parę i ochoczo rozpoczęły pracę nad zdrową kulturą drożdżową. Niestety, jak się okazało, obie były dość powolne w ruchach (bynajmniej nie wynikało to z ich dbałości o szczegóły). Nic to - powiedział piękna laborantka - i tak stanowimy najlepszą parę na tych zajęciach! Z czym mądra laborantka oczywiście się zgodziła. No bo jak inaczej! Z werwą mieszały więc drożdżowe kulki z wodą destylowaną, niczego prawie nie wylewając. Zabawa była przednia.
Biegnę do cieplarki po naszych inkubowanych przyjaciół! - zakrzyknęła w pewnym momencie piękna laborantka, patrząc na zegarek. Było to szczególnie ważne, gdyż tylko pierwsze 4 pary miały miejsce na swoje drożdże w dużej wirówce, gdzie zawiesina mieściła się w całości. Stojąc w kolejce do wirówki piękna laborantka zdała sobie sprawę z tragicznego w skutkach błędu. O nie! - powiedziała - Zapomniałam zabrać drożdży z naszego bajeranckiego, laboranckiego stolika! I tak szansa laborantek na szybkie wirowanie przepadła. Nic to - powiedziała mądra laborantka rozlewając zawiesinę drożdżową do miliona małych probówek - i tak jesteśmy najlepsze. Z czym piękna laborantka się oczywiście zgodziła.
Radośnie pracując laborantki zapomniały o bożym świecie. Tym większe było ich zdziwienie, gdy okazało się, że są w pracowni same. Od jakiejś godziny.... - skwitowała wyglądająca na coraz bardziej znudzoną prowadząca. Jak to! - zakrzyknęła piękna laborantka - tak dobrze nam szło a kończymy ostatnie? Nie martw się - powiedziała mądra laborantka - przynajmniej rezultaty naszej pracy będą najlepsze! I może by były, gdyby nie skończyły na podłodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz