Piątki są cudowne - rzekła zawzięta laborantka, dziś wyjątkowo na luzie. Być może w żabce było mało klientów, kto wie - i dostałyśmy doskonałe pipety! - cieszyła się. Szkoda tylko, że pipety o wyjątkowej dokładności, od której zależy nasza piąteczka, nie mieszczą się w probówkach - dodała swoją kąśliwą uwagę piękna laborantka, jak zwykle niezadowolona, że w piątki coś trzeba w ogóle robić. I że jest kartkówka i takie takie inne bzdury (malkontentka!). Prawda to - odpowiedziała zawzięta laborantka, zawzięcie (a jak!) manewrując probówką, w rezultacie wylewając roztwór białka na podłogę. O żesz - powiedziała - za dużo podawałam wczoraj czipsów w pracy i przez to mam niedowład prawej ręki. Nic to - odpowiedziała piękna laborantka - zawołamy prawdziwą panią laborantkę i da nam nowego białasa. A jak, dała.
Mierz, mierz czas, bo przecież od dokładnych siedmiu minut także zależy nasza piąteczka - denerwowała się zawzięta laborantka. No spoko - odpowiedziała piękna laborantka - tylko wirówka pokazuje error. Chuj - szpetnie odezwała się zawzięta laborantka - przez głupią wirówkę zjebała się nasza hydroliza białka i nie wyjdę na fajkę! I na zdrowie, w końcu od dwóch tygodni na mnie kaszlesz - pomyślała piękna laborantka, na głos ograniczając się do frazy: prawdziwa pani laborantka nam naprawi wirówkę, a wyniki i tak zmyślimy. Jak zwykle. Bez różnicy. Ale fajki nie będzie - zawzięta laborantka splunęła na podłogę, wyraźnie zła z obrotu sprawy.
Co trzeba było zmyślić, to laborantki zmyśliły, w końcu czegoś się przez te wszystkie laboratoria nauczyły. Za to na wychodnym piękna laborantka doznała szoku, słysząc prośbę koleżanek laborantek fanek zmierzchu: prosię pani ekstra prowadzącej, bo myśmy juś skończyłi, a pani nas nie zdąziła spytać, to mozie tak teraz, bo by nam było głupio, zie nas pani nie spytała i całi łikend zepsiuty! No to już was pytam - powiedziała ekstra pani prowadząca, wyraźnie zdziwiona, że ktoś ma parcie na odpytkę - Nie umiecie? To baniaczek! Oj - zapiszczały koleżanki laborantki fanki zmierzchu - było jednak sobie ościędzić! Piękna laborantka nie bardzo wiedziała co myśleć, więc spytała o zdanie zajebystej laborantki byłej palaczki - weź, ja ostatnio chyłkiem umknęłam zanim ekstra pani prowadząca zdążyła mnie o cokolwiek spytać, a koleżanki laborantki fanki zmierzchu same się o to proszą, to kto tu jest pojebany? Nie wiem - odpowiedziała zajebysta laborantka była palaczka - ale ja też ostatnio spieprzyłam, zanim zostałam spytana. I nie mam kaszmirowego sweterka w kolorze roztworu w probówce. To wiele wyjaśnia - odpowiedziała piękna laborantka, zadowolona, że to jednak nie ona ma coś z głową. Chociaż nie każdy tak twierdzi.
piątek, 20 listopada 2009
środa, 18 listopada 2009
nie powiem co mikro, bo brzydko!
Oprócz tego, że trzeba było wstać i pisać koło, to dzień jawił się pięknie. W końcu ostatnia mikro nie co tydzień się zdarza. Nawet słońce świeciło od rana na mojej rajskiej wsi - cieszyła się mądra laborantka.
Napisałaś wszystko? - spytała piękna laborantka mądrej - Tak, tak mi sie przynajmniej wydaje. No na pewno będzie lepiej niż ostatnia wykreślna (bo mądra laborantka nie ogranicza się do wydziału chemicznego i zgarnia też wiedzę z mechanicznego. Taka jest mądra!) - odpowiedziała mądra laborantka pięknej. No, mi też niezgorzej - kontynuowała rzeczową rozmowę piękna - chociaż zapomniałam napisać w "jakie mikroogranizmy poznałeś na zajęciach i które polubiłeś najbardziej", że poznałam drożdże i je bardzo kocham... - piękna laborantka posmutniała, bo w końcu większość zajęć bazowała na drożdżach i ich brak w odpowiedzi trochę nie dawał rady. (gdyby ulubiony laborant wszystkich laborantek PWr to usłyszał! Jakby się złośliwie śmiał! Ale bankowo zdąży, tak jak piękna laborantka zdążyła się zaśmiać z jego wielce mądrego wyczynu wymieszania uprzednio rozdzielanej (na wirówce, która pracuje milion lat) mieszaniny żywych paskudztw. HAHA!) Nic to, robimy i idziemy z tej wylęgarni zarazy! - zakrzyknęła piękna laborantka wesoło, bo co się stało (cosięcosięcosięcocoooooo disko!), to się nie odstanie, a zajęcia są ostatnie. Ha!
Dobra, dobra, tu niby trzeba czekać 20 minut, ale kto to widział! Że woda ze stawu Skokowa, że leży na agarze (różowym! jak miło!), że po co aż tyle?! - słusznie oburzyła się piękna laborantka. Na szczęście mądra laborantka mniej zwracała uwagę na estetykę używanego agaru, a bardziej zajmowała się myśleniem, dlatego też chytrze rozwiązała problem długiego czekania: ej no, nikt nie widzi, dokonamy akceleracji czasu i 20 minut ograniczymy do tego, ile nam zajmie zrobienie reszty tych gupich ćw.! Twój plan jak zwykle jest idealny - skwitowała piękna laborantka, dalej zachwycona intensywnością różu na szalce Petriego, z którą przyszło jej pracować.
Panie już, tak szybko? - spytała umykające po 5 minutach laborantki mądrą i piękną Pani prowadząca z długoletnim stażem pracy i adekwatnym tytułem naukowym, która czasem zastępowała panią prowadzącą. Tak, tak, myśmy nalały wody ze stawu Skokowa od razu, żebyśmy nie musiały długo czekać na te jej 20 minut zalegania - odpowiedziały laborantki, mądra trochę speszona, a piękna na granicy wybuchu niekontrolowanego śmiechu. Bardzo sprytnie, bardzo, gratuluje, miło było z paniami pracować - odpowiedziała na pożegnanie pani prowadząca z długoletnim stażem pracy i adekwatnym tytułem naukowym, kontenta, że niektóre studentki to takie mądre! I takie piękne! Do widzenia, do widzenia - odpowiedziały anielskim chórem laborantki, za rogiem dodając: NIGDY WIĘCEJ PIERDOLONEJ MIKRO!
Co, niestety, nie jest do końca prawdą, bo za tydzień odbywa się Wielkie Odczytywanie Wyników Ćwiczeń (łał) oraz poruszona będzie kwestia poprawy kolokwium (au) = dłużej jedziesz, niż siedzisz w piwnicy. W każdym razie: <3 love <3
Napisałaś wszystko? - spytała piękna laborantka mądrej - Tak, tak mi sie przynajmniej wydaje. No na pewno będzie lepiej niż ostatnia wykreślna (bo mądra laborantka nie ogranicza się do wydziału chemicznego i zgarnia też wiedzę z mechanicznego. Taka jest mądra!) - odpowiedziała mądra laborantka pięknej. No, mi też niezgorzej - kontynuowała rzeczową rozmowę piękna - chociaż zapomniałam napisać w "jakie mikroogranizmy poznałeś na zajęciach i które polubiłeś najbardziej", że poznałam drożdże i je bardzo kocham... - piękna laborantka posmutniała, bo w końcu większość zajęć bazowała na drożdżach i ich brak w odpowiedzi trochę nie dawał rady. (gdyby ulubiony laborant wszystkich laborantek PWr to usłyszał! Jakby się złośliwie śmiał! Ale bankowo zdąży, tak jak piękna laborantka zdążyła się zaśmiać z jego wielce mądrego wyczynu wymieszania uprzednio rozdzielanej (na wirówce, która pracuje milion lat) mieszaniny żywych paskudztw. HAHA!) Nic to, robimy i idziemy z tej wylęgarni zarazy! - zakrzyknęła piękna laborantka wesoło, bo co się stało (cosięcosięcosięcocoooooo disko!), to się nie odstanie, a zajęcia są ostatnie. Ha!
Dobra, dobra, tu niby trzeba czekać 20 minut, ale kto to widział! Że woda ze stawu Skokowa, że leży na agarze (różowym! jak miło!), że po co aż tyle?! - słusznie oburzyła się piękna laborantka. Na szczęście mądra laborantka mniej zwracała uwagę na estetykę używanego agaru, a bardziej zajmowała się myśleniem, dlatego też chytrze rozwiązała problem długiego czekania: ej no, nikt nie widzi, dokonamy akceleracji czasu i 20 minut ograniczymy do tego, ile nam zajmie zrobienie reszty tych gupich ćw.! Twój plan jak zwykle jest idealny - skwitowała piękna laborantka, dalej zachwycona intensywnością różu na szalce Petriego, z którą przyszło jej pracować.
Panie już, tak szybko? - spytała umykające po 5 minutach laborantki mądrą i piękną Pani prowadząca z długoletnim stażem pracy i adekwatnym tytułem naukowym, która czasem zastępowała panią prowadzącą. Tak, tak, myśmy nalały wody ze stawu Skokowa od razu, żebyśmy nie musiały długo czekać na te jej 20 minut zalegania - odpowiedziały laborantki, mądra trochę speszona, a piękna na granicy wybuchu niekontrolowanego śmiechu. Bardzo sprytnie, bardzo, gratuluje, miło było z paniami pracować - odpowiedziała na pożegnanie pani prowadząca z długoletnim stażem pracy i adekwatnym tytułem naukowym, kontenta, że niektóre studentki to takie mądre! I takie piękne! Do widzenia, do widzenia - odpowiedziały anielskim chórem laborantki, za rogiem dodając: NIGDY WIĘCEJ PIERDOLONEJ MIKRO!
Co, niestety, nie jest do końca prawdą, bo za tydzień odbywa się Wielkie Odczytywanie Wyników Ćwiczeń (łał) oraz poruszona będzie kwestia poprawy kolokwium (au) = dłużej jedziesz, niż siedzisz w piwnicy. W każdym razie: <3 love <3
wtorek, 17 listopada 2009
męki pańskie
No, piękna laborantko, otwórz zeszycik - powtarza sobie w głos piękna laborantka - to może być twoja ostatnia nauka mikrobiologii ever! Ale jak to z motywacją (do czytania idiotyzmów) bywa, nie chce, suka, nadejść. Może rano zdążę, a tym czasem obejrzę sobie jakiś miły serial. - do takich wniosków w końcu doszła. Trzeba jej przyznać, że podjęła dobrą decyzję.
poniedziałek, 9 listopada 2009
konkluzje
Im kto ładniejszy, tym lepsze sprawozdania robi - pomyślała piękna laborantka, głowiąc się nad wielce skomplikowanymi obliczeniami i dziwnej natury wynikami, w których interpretację została niecnie wrobiona. Przynajmniej nie musiała się zastanawiać, czemu to akurat jej powierzono to okrutne zadanie.
Jednak będąc z natury skora do analizy, męczyła ją pewna rozterka (oczywiście dotycząca urody, bo pięknej laborantki nic więcej nie obchodzi i więcej nie pojmie. Tak przynajmniej twierdzi zawzięta laborantka, a wiadomo - jest najmądrzejsza). Rozterka była taka: Mam nadzieję, że nie dostanę zwrotu, bo musiałabym zmienić imię. A to się nie opłaca!
Milion serduszek dla chętnych!
Jednak będąc z natury skora do analizy, męczyła ją pewna rozterka (oczywiście dotycząca urody, bo pięknej laborantki nic więcej nie obchodzi i więcej nie pojmie. Tak przynajmniej twierdzi zawzięta laborantka, a wiadomo - jest najmądrzejsza). Rozterka była taka: Mam nadzieję, że nie dostanę zwrotu, bo musiałabym zmienić imię. A to się nie opłaca!
Milion serduszek dla chętnych!
Etykiety:
piękna laborantka,
wyznania miłości,
zawzięta laborantka
niedziela, 1 listopada 2009
mistrzostwo o krok
Doskonała para, tworzona przez laborantki: mądrą i piękną, z zajęć na zajęcia coraz bardziej się rozkręca. Przynajmniej jeśli chodzi o tempo, bo co do jakości przeprowadzanych doświadczeń istnieją pewne wątpliwości. Drobne.
Znów wychodzimy prawie pierwsze, mądra laborantko - rzekła szczerze zdziwiona piękna laborantka. Nie, żebym narzekała - im więcej czasu można spędzić wertując karty pudelka pe el, tym lepiej! - ale wielce, wielce mnie to dziwi! Zupełnie nie rozumiem twoich rozterek, piękna laborantko, a już z pewnością ich nie podzielam! - odpowiedziała rzeczowo mądra laborantka - przynajmniej nie spóźnię się na pociąg, jak to miało miejsce w pierwszym tygodniu zajęć akademickich. I nie zgubię obcasa na polnej drodze, bo wciąż będzie jasno, jak już dojadę... - dodała, z pewną nostalgią bijącą jej z oczu. Być może buty, które uległy zniszczeniu przez opieszałość w działaniu laborantek w tygodniu zajęć nr 1 i błoto na polnej ścieżynie (co z kolei nie było ich winą ani trochę), były jej ulubionymi. To faktycznie udane zajęcia - powiedziała piękna laborantka, ciesząc się, że życie jej koleżanki było takie piękne. Do zobaczenia za tydzień! Buzi, buzi, za tydzień! - laborantki pożegnały się przed drzwiami do piwnicy zakładowej, gdzie odbywają się zajęcia.
Ale spotkały się po 5 godzinach na zżerającym czas, życie, pieniądze, zdrowy rozsądek, maniery i radość z przebywania na świeżym powietrzu facebooku, robiąc milion testów i grając w farmvillea, i robiąc nie wiadomo co jeszcze, a czas wesoło im płynął. Buziaczki.
Znów wychodzimy prawie pierwsze, mądra laborantko - rzekła szczerze zdziwiona piękna laborantka. Nie, żebym narzekała - im więcej czasu można spędzić wertując karty pudelka pe el, tym lepiej! - ale wielce, wielce mnie to dziwi! Zupełnie nie rozumiem twoich rozterek, piękna laborantko, a już z pewnością ich nie podzielam! - odpowiedziała rzeczowo mądra laborantka - przynajmniej nie spóźnię się na pociąg, jak to miało miejsce w pierwszym tygodniu zajęć akademickich. I nie zgubię obcasa na polnej drodze, bo wciąż będzie jasno, jak już dojadę... - dodała, z pewną nostalgią bijącą jej z oczu. Być może buty, które uległy zniszczeniu przez opieszałość w działaniu laborantek w tygodniu zajęć nr 1 i błoto na polnej ścieżynie (co z kolei nie było ich winą ani trochę), były jej ulubionymi. To faktycznie udane zajęcia - powiedziała piękna laborantka, ciesząc się, że życie jej koleżanki było takie piękne. Do zobaczenia za tydzień! Buzi, buzi, za tydzień! - laborantki pożegnały się przed drzwiami do piwnicy zakładowej, gdzie odbywają się zajęcia.
Ale spotkały się po 5 godzinach na zżerającym czas, życie, pieniądze, zdrowy rozsądek, maniery i radość z przebywania na świeżym powietrzu facebooku, robiąc milion testów i grając w farmvillea, i robiąc nie wiadomo co jeszcze, a czas wesoło im płynął. Buziaczki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)