Żeby było jasne: nie zawsze trafiają się do współpracy osoby klawe jak mądra laborantka. I tak to na zajęciach innego typu(inny dzień, inna prowadząca, inna nazwa), aczkolwiek dość podobnych(się nalewa, się wylewa, czasem coś się stłucze i fartuch ten sam), a już na pewno równie czasochłonnych, piękna laborantka musi ścierać się z zawziętą laborantką w walce o każdą probówkę. Ale przede wszystkim, i to jest najgorsze, walczy o honor i sprawiedliwość! Ciężka jest to walka, gdyż zawzięta laborantka jest na prawdę zawzięta i bezwzględna, a piękna laborantka nie posiada innego oręża niż uroda. I urok. I powab. I piękny uśmiech. I piękne oczy. No, niby trochę tego jest, ale zawziętej laborantki to, nie wiedzieć czemu, nie rusza. Chyba jakaś gupia jest! I z tego miejsca ją gorąco pozdrawiam.
Tak więc pięknego(ej, padało tylko trochę! A słońce to raka skóry powoduje, więc dobrze, że go teraz nie ma), piątkowego popołudnia piękna laborantka wybrała się na swoje zajęcia. Radośnie przywdziała fartuch, wyprostowała zagniecenia (tak to jest, jak się nosi fartuch w worze, do którego żelazko już nie wchodzi) i zaczęła pisać kartkóweczkę. Jakoś poszło, hoho, ale pary ni widu, ni słychu. Ale się pojawiła (a szkoda). Z trzaskiem otwarły się drzwi do laboratorium i stanęła w nich zawzięta laborantka, z miną trochę nietęgą (2. za wejściówki brak na pierwszych zajęciach HAHA) i z lekka zdyszana. Musiałam wnieść telewizor na 25. piętro, bo pan tragarz powiedział, że tego nie zrobi, bo jestem brzydka jak noc! - powiedziała zawzięta laborantka do pięknej. Listopadowa? Rozumiem - odpowiedziała piękna laborantka, niechcący obrażając koleżankę. Ale na prawdę nie miała tego na myśli! (co nie znaczy, że pan tragarz nie miał racji co do urody zawziętej)
Współpraca(powiedzmy) rozpoczęła się z grubej rury, gdyż zawzięta laborantka z miejsca określiła hierarchię: Ty robisz, ja krytykuję - oznajmiła pięknej laborantce. Na co pięknej laborantce zbrakło komentarza i postanowiła posłużyć się jedynie mimiką, co może nie wyglądało najpiękniej. Ale i postawa zawziętej laborantki nie była najpiękniejsza.
Trzeba przyznać, że zawzięta laborantka nie rzucała słów na wiatr. Po blisko 4h eksperymentalno-społecznej mordęgi (biedna piękna laborantka!) zawzięta laborantka oznajmiła (chłodno): Ja nie mam przez 2 tygodnie czasu, to ty zrobisz sprawozdanie! (Myśląc przy tym: Boże, z kim ja muszę pracować! Przecież ona mi nawet różnicy absorbancji nie policzy! Ja to wiem! A jak ja coś wiem, to mam rację! Pfpfpfpf! Ojć, troszkę się poplułam.) Piękna laborantka nic na to nie powiedziała. Za to pomyślała, pomyślała i nieśmiało spytała zawziętej laborantki (oczywiście najpierw podniosła rękę prosząc o głos, jest przecież dobrze wychowana i zna swoje miejsce): Słuchaj, słuchaj! ty nie masz czasu w tym tygodniu i w następnym, ja natomiast nie mam czasu tylko w tym. - piękna laborantka bardzo starała się zachować z kulturą, bo, jak wiadomo, kultura musi byc! I od kultury nie ma wakacji, czy tam na odwrót. - Logicznie by było - kontynuowała więc, bardzo się przy tym starając, by być miłą, a nie tylko piękną - gdybyś ty zrobiła spr teraz, ja potem i tak przynajmniej jedna z nas miałaby lżej! Oh, dobrze, że piękna laborantka była tak zawstydzona swoją bezczelną postawą, że patrzyła w podłogę! Inaczej bazyliszkowy wzrok zawziętej laborantki z miejsca by ją zabił!! Ty głupia krowo - wysyczała zawzięta laborantka - ja ci robię łaskę, że jestem z tobą w parze, a ty jeszcze marudzisz?! - było widać, jak w jej zawziętej głowie kotłuje się od wyzwisk - Jedyne, na co mogę przystać, to drobna pomoc w obliczeniach i robieniu wykresów. Widać przecież, że nie umiesz tego robić, pf! (Oj, znowu się poplułam!)!!!!!!!!! I w tym momencie, gdyby nie wrodzone opanowanie pięknej laborantki i jej zimna krew (chociaż to też zależy o czym konkretnie mówimy), niechybnie doszło by do morderstwa. Chociaż wpływ na brak reakcji pięknej laborantki na tą obrzydliwą i jawną obrazę mógł mieć też fakt, że ją po prostu zatkało. Jak to! - pomyślała- Jak tak można prosto w oczy kogoś, mnie, mnie piękną, obrażać! To się nie godzi! I nic nie powiedziała, bo z kim tu dyskutować. Zabrała swoje manatki, fartuszek złożyła równo w kosteczkę (może następnym razem będzie wyglądał jak z gardła labradora a nie jamnika) i wyszła wściekła, nie do końca rozumiejąc czemu zawzięta laborantka miała ją za głupią. Przecież nazywam się piękna, nie głupia! - zakrzyknęła w duchu - No BEZ SENSU!
Na szczęście piękną laborantkę czekała wizja piątkowego relaksu i resetu z ulubionym laborantem wszystkich laborantek PWr oraz laborantem w hawajskiej koszuli (którego też wszystkie kochają), co bardzo ją cieszyło. A zawziętą laborantkę gówno czekało, o!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz