piątek, 2 kwietnia 2010

(taki syf, ze nawet tytulu nie bylo! oł maj!)

Zapraszam do naszego małego bordello - rzekła niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca, otwierając drzwi prowadzące do 1)sekretatiatu 2)pokoju socjalnego 3)laboratorium 4)gabinetów uczonych. Niestety, stado laborantów nie miało się gdzie ruszyć, bo faktycznie bordello było małe, a sprzętów miliony. Niekoniecznie na swoich miejscach. Proszę kopnąć wiadro, przesunąć krzesła(ALE MAJĄ TAM KRZESŁA! ŁAŁ! jest to jednak rarytas laboratoryjny)i wyciągnąć biosorbent, to se zasorbujemy trochę chromu (Cr)- kontynuowała niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca, próbując wprowadzić ład i porządek, wzbudzając nadzieje na sprawny przebieg zajęć. Jakże były one płonne, miało się zaraz okazać.

Oto nasz biosorbent - powiedziała radośnie laborantka, która kiedyś miała dredy, wyciągając wielki kołtun włosów z kopertki. Niestety, myłam te włosy i jeszcze nie wyschły, dziady!(swoją drogą: czemu włosy do głowy przytwierdzone schną przez godzine, a takim ściętym i noc cała to mało?) Hm, hm, to ja muszę pomyśleć, czy się nadadzą - zafrasowała się niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca. Po półgodzinie zakończył się jej przydługawy proces myślowy, który objawił smutny fakt: nie można użyć mokrych włosów, bo ich waga się zmieni, gdy wyschną(niemożliwe!), a waga biosorbenta to parametr ważki i am sory. Ale, ale, noł problemo, weźmiemy se garść zboża i będzie - znalazła rozwiązanie niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca (w dziesięć minut - sukces niebywały!). Pan tu pomieli żytko czy pszeniczkę, wręczyła laborantowi-palaczowi garść płodów ziemi niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca. Niestety, malakser to nie koło młyńskie i laborant-palacz nie dał rady ziarnom(skurwysyny!). O Boże, wszyscy pomrzemy! - zakrzyknęła w panice niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca. Keine Panie Boże! Na szczęście posępna laborantka przyszła z pomocą: ja ogoliłam rano psa, sorbujmy na jego sierści droga pani. I na tym stanęło. Po 3 godzinach zajęć, a jak.

Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść - i sprawdza się to słowiańskie prawidło także w labie. 30 osób, jedne nożyczki, jedna pipeta, jedna maszyna piekielna do spalania włosów, jeden komputer do analizy jakościowej pukli kędzierzawych, jeden spektrofotometr - co innego pozostaje, jak nie siedzieć i zamulać przez pół dnia(dosłownie pół). Za to mądry wniosek(jedyny), jaki laboranci z zajęć wynieśli, stanowi: jak ma się burdel w labie, to jest kiepsko i nieogar i wszystko T.R.W.A..

Zrobimy sobie chyba przerwkę - zasugerowała niedouczona/nieogarnięta Pani prowadząca( a mówiąc to, miała w głowie już tylko kawkie, pączusia i telefon do chłopaka, który co i rusz do niej wydzwaniał, bezczelnie nie akceptując faktu, iż ukochana jest zajęta ogarnianiem.), choć propozycja była z rodzaju tych nie do odrzucenia - tyle już pracujemy, trzeba odpocząć, najwyższa pora, najwyższa pora! Wiadomo, nicnierobienie męczy najbardziej.

I tak też spędziło stado laborantów dzień(DZIEŃ!): grzejąc dupki na krzesłach, nie robiąc nic prócz pseudonauki. Mądrze jak rzadko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz